Ahoj! Na
większości blogów czytam wpisy dotyczące postanowień
noworocznych, a właściwie ich braku. O tym,że kiedyś były ale
teraz ich nie ma. U mnie przeczytacie natomiast coś zupełnie
innego. Napiszę Wam, że kiedyś postanowień nie było a od
jakiegoś czasu są;)
Wiecie,
nie jestem typem osoby, które biją się w pierś przed każdym
nowym rokiem, miesiącem czy tygodniem. "Strategia na już,
natychmiast" u mnie nie działa. Zmiany wprowadzam powoli.
Badam, obserwuję, testuję. Nie robię nic na wariata, choć ja niby
z tych w "gorącej wodzie kąpanych". Jednak jak już sobie
coś postanowię tak naprawdę na SERIO, w zgodzie z własnym "JA",
przemielę to przez maszynkę własnego EGO, to potrafię naprawdę
się postarać i dojść do wyznaczonego celu. Taki już
skomplikowany ze mnie człek, a w zasadzie kobieta.
I tak od
jakiegoś czasu wprowadzam zmiany w mojej kuchni. Niektóre wyszły
same z siebie z powodu braku czasu (np. rezygnacja z ziemniaków -
nie miałam czasu ich obierać), jednak większość mimo wszystko
była i jest świadomym wyborem. Zagościły wszelkiej maści kasze,
ryż, zdrowe mąki i makarony. Czy jestem na diecie? Nie. Nigdy nie
byłam i raczej nie zamierzam. Świadome i zdrowe odżywianie - TAK!
Już
kiedyś Wam pisałam o moich ćwiczeniach i powrocie do formy po
drugiej ciąży. Lekko nie ma. Jakiś czas temu przekroczyłam
magiczną granicę i skończyłam przygodę bycia szaloną
dwudziestką. Starałam się ćwiczyć regularnie, jednak moja Jadzia
z tych nie odpuszczających mamusi jest. W pewnym momencie musiałam
trochę spasować. Pobudki co kilkanaście minut na cyca, ząbkowanie,
jakaś infekcja...brak snu...
W mojej
miejscowości nie ma klubu fitness. Zresztą nawet gdyby był to póki
co nie mogłabym oderwać się od mojej ferajny. Dlatego postanowiłam
się nie poddawać. Poprosiłam Mikołaja o dodatkowy zestaw
ciężarków i piłkę do ćwiczeń. O matę, dobry stanik
sportowy i lżejsze hantle zadbałam już wcześniej. Znalazłam
ćwiczenia, które sprawiają mi sporą frajdę. I wiecie co?
Regularnie co drugi dzień (niestety mimo szczerych chęci nie mogę
częściej) ostro jadę z koksem. Trzymajcie za mnie kciuki, może
kiedyś zdobędę się na odwagę i wrzucę Wam moje zdjęcia sprzed i
po. Motywację mam ogromną. Robię to przede wszystkim dla siebie,
ale także dla mojego kochanego męża i moich dzieci - żeby być
zdrową i aktywną mamuśką, co ma dużo siły by móc bez zadyszki
biegać za swoimi pociechami;)
Każda
drobna, pozytywna zmiana podjęta poprzez moje świadome działanie i
wysiłek sprawia ,że jeszcze bardziej mi się chce;) I tego się
trzymam. Do następnego!
P.S 1.
Kilka dni po nowym roku usłyszałam w pełni świadome "mama" wypowiedziane przez moją drugą córeczkę. Ten dźwięk jest jak
miód na me serce.
P.S. 2
Mamy już dwa pierwsze zęby (dolne jedynki). Medal należy się
Jagódce, bo strasznie ciężko to wszystko przechodziła (do dobra,
mi też).
P.S. 3
Wczoraj z Basią byłyśmy u fryzjera gdzie obie przeszłyśmy
metamorfozę. Zostawiłyśmy sporą część naszych kręconych blond
pukli. Coś w stylu "nowy rok, nowa ty";)))
P.S. 4 W
tym roku mam ogromną ambicję pisania regularnie;)
Zeszyt kupiony przez mojego "M" ;) Specjalna dedykacja;P

