środa, 18 stycznia 2017

Pierwszy post w nowym roku

  

 Dzień dobry w Nowym Roku! Pomijając fakt, że mamy drugą połowę stycznia... Trochę ociągałam się z nowym wpisem, ale złożyło się na to parę spraw. Jednak jestem, a przy okazji sypnęło u nas nieźle śniegiem i zawiało mrozem;)Jednym słowem zima zagościła się u nas na dobre!

  Jednak od początku... Pierwsze godziny Nowego 2017 były dla nas lekko mówiąc stresujące...Zaczęło się od Pimpka, który tak bał się wystrzałów, że kilka minut po godzinie 24 wylądował w wannie, bo zwyczajnie ze strachu nie potrafił kontrolować swojej fizjologii. Nabił sobie guza na mordce i trząsł się jak galareta przez resztę nocy i cały dzień Nowego Roku. Baśka po 2 w nocy z radości, nadmiaru wrażeń i wygłupów (weź człowieku opanuj pięciolatkę, która z radości może góry przenosić!)zaczęła wymiotować...Na szczęście po dwóch konkretnych akcjach sytuacja była już opanowana. Spała sobie spokojnie i beztrosko. My cały czas biegaliśmy nad psem, który mimo wszystko nadal się strasznie bał i co chwile nas alarmował...



Jednak mimo to...


 Przez święta bardzo wypoczęłam. Mąż niesamowicie pomagał w domu, bo ja najzwyczajniej w świecie muszę się oszczędzać, ale naprawdę trafiłam na takiego mężczyznę, co nie boi się "babskich" obowiązków. Czasami sama się zastanawiam skąd ja go wytrzasnęłam do jasnej ciasnej?! On wtedy odpowiada z tym swoim uśmieszkiem "No jak to skąd?! Z liceum , tej samej klasy w której przez pierwszy rok mnie nie znosiłaś". Ha! Znacie to powiedzenie "nigdy nie mów nigdy?". U nas się sprawdziło w 100 procentach;)

 No i był z nami przez cały czas, co przy jego działalności jest trudne do zrealizowania. Dlatego mogliśmy się wszyscy nacieszyć sobą. Być. Pograć w gry planszowe, posiedzieć do późna, porozmawiać, obejrzeć bajki czy posłuchać muzyki. Szkoda, że ten czas się skończył, ale i tak dzięki niemu mamy naładowane baterie na nowy rok. 


A jaki będzie?


 Tego nie wiem, ale mam nadzieję ,że dobry, zwykły lub nawet przeciętny. Choć pewnie będzie w nim sporo dawki małego szaleństwa i wywrócenia naszego życia do góry nogami. Coś czuję po kościach, że będzie się działo! Nowy członek rodziny zawsze wywraca życie, choćbyśmy się zapierali, że jest inaczej. I bardzo się cieszę na to wywrócenie, na to tornado, które przejdzie i które pewnie nieźle mną potrząśnie. Choć przyznam się Wam, że gdzieś też trochę się go obawiam. Moje myśli krążą wokół tego jak poradzi sobie z nową sytuacją Basia i jak my odnajdziemy się w tej sytuacji życiowej mając już dwójkę szkrabów. Jestem dobrej myśli, choć pewnie początki mogą być nieco trudne, jednak jestem mimo wszystko pozytywnie nastawiona;) Dużo rozmawiamy z Basią, wszystko jej tłumaczymy i chcemy aby aktywnie uczestniczyła w wyborze wyprawki dla maleństwa. Zwyczajnie nie chcę, aby czuła, że jest mniej ważna czy mniej kochana, choć też zdaję sobie sprawę, że będą momenty zazdrości i buntu. Wierzę, że dzielnie damy radę, bo oboje z mężowskim wychodzimy z założenia, że miłość się przecież mnoży kiedy się ją dzieli, prawda? 


 To czego bym sobie życzyła i pozostałym członkom mojej rodziny to ZDROWIA, bo na większość innych rzeczy mamy wpływ, jak będzie zdrówko, to pozostałe problemy są kwestią ogarnięcia tematu (tak sądzę).


 A póki co tworzę skrzynki do sypialni na "przydaśki" i kwiaty oraz "buszuję" w Internecie, cały czas poszukuję inspiracji. Trochę rozglądam się już za rzeczami dla Maleństwa, powolutku tworzę listę potrzebnych rzeczy. Marzy mi się także sesja rodzinna z brzuszkiem w tle(wczoraj zaklepałam termin!!!).Odpoczywam i ładuje baterie ile tylko się da, cieszę się razem z Basią zimą, choć z szaleństwem na sankach musimy czekać na powrót taty. Za jakiś czas będę jechać na rezerwie, dlatego tak łapczywie cieszę się każdą chwilą w której mam czas dla siebie, dla małej i mojego Kochanego "M". Bo zdaję sobie sprawę, że czas biegnie bardzo szybko, a niestety nie mogę ani wyspać się na zapas ani sprawić, żeby doba miała więcej godzin;)Z tym wyspaniem się, to naprawdę trochę żal ściska mi tyłek, bo jestem z tych lubiących sobie pospać i leniwie włóczyć się w piżamie do południa...Taaa...teraz z tego żartuję, a za jakiś czas będę wkładać zapałki w oczy, pić zimną kawę zbożową (jeśli w ogóle ją wypiję)i kupować genialny krem "cud" na wory pod oczami w ilościach hurtowych...Ale wiecie co? Może jestem masochistką, jednak jestem na to gotowa, mimo wszystko! Do następnego;)












Serwetka wydziergana przez Agnieszkę B dla mnie na prezent (tę samą, która zrobiła bałwanki i mikołajki na naszą choinkę). Jest świetna, więc chwalę się, a co;)