Święta tuż, tuż... Nie wiem jak Wy, ale ja najbardziej lubię ten cały okres PRZED. Tę krzątaninę w kuchni, zapachy, które drażnią nozdrza, ubieranie choinki już na początku grudnia tylko po to żeby się nią nacieszyć. Wspólne robienie ozdób, pieczenie...Przecież nic tak nie scala jak wspólne posiadówy przy stole, gadanie, śpiewanie, wygłupy. I wkurza mnie ta cała komercja i konsumpcja, która już od 2 listopada wpaja ci do głowy co masz człowieku kupić. Jak najwięcej, jak najlepiej, generalnie dużo za dużo, ale co tam, pomyśli się o tym później. Reklamy szybkich pożyczek specjalnie na tę okazję, specjalnie dla CIEBIE, a jakże! Tylko teraz, tylko już; promocja przecież ograniczona!
Urodziłam się w drugiej połowie lat 80 - tych. Komuny nie
pamiętam za bardzo, no może poza jedną sytuacją kiedy to sąsiadka darła się na
pół wsi, że cukier do sklepu przywieźli. A tam pulchna pani w czepku na głowie
w połowie kolejki stwierdziła, że ten cukier właśnie jakby to powiedzieć się
skończył;-)Ominęły mnie więc wypady do galerii handlowych, bo ich zwyczajnie
nie było. Szał przed świętami i dzikość ostatnich dni promocji, gratisy, must have, the best off i cuda na kiju - a co to takiego??? I w sumie to się z tego powodu cieszę. Cholernie się cieszę, że mogłam
razem z koleżankami brać udział w jasełkach, samemu robić przebrania, ozdoby na
świąteczne drzewko, piec razem z babcią placki, wyjadać jej z garnka resztki
(oj ile razy razem z kuzynką dostałyśmy od niej opieprz...). Śpiewać razem
kolędy, spotykać się i snuć marzenia przy zapalonych już lampkach co to ja bym
chciała dostać, choć i tak wiem, że nie dostanę... A nawet kłócić się z
rodzeństwem było tak jakoś milej, bo wiedziało się, że to w sumie tak na
krótko.
Nie raz i nie dwa byłam
świadkiem jak ludziom puszczają nerwy (bo oj strasznie długo już stoję w tej
kolejce, całe 10 minut, a pani kasjerka to chyba śpi, bo jakaś taka spowolniona
jest). Wiecie co? Szanuję te kobiety. Za to, że siedzą w tej robocie za marne
grosze i muszą wysłuchiwać tych wszystkich rzeczy. Za to, że przychodzą do domu
styrane i same jeszcze muszą ogarnąć swoje poletko. I za to, że od 2 listopada
głowa im nie pęka od tych wszystkich świątecznych piosenek i promocji. Ot, cała
przyjemna atmosfera...;-)
Dlatego od dłuższego czasu omijam galerie szerokim łukiem. Idę,
jak muszę. Większość prezentów zamawiam przez internet. W tym roku poza jednym,
krótkim wypadem w połowie listopada nie odwiedziłam marketu. Więc można
przyjąć, że nie wiem co w trawie piszczy (pomijając gazetki z promocji, które
wciąż
wpychają
mi do skrzynki). Jednak wolę spokój i prawdziwą atmosferę niż tę sztucznie
nadmuchaną. Staram się mojej córeczce ją przekazać. Basia bardzo się cieszy na
te nasze wspólne babskie pogaduchy przy rękodziele. Nie myślcie, że zawsze jest
tak kolorowo, bo już kilka razy podniosła mi się czaszka jak wylewała
farby czy upaćkała ścianę. Podobno ja też miałam do tego niezwykły dar... Czasami
widząc ją, jej radość i uśmiech widzę siebie sprzed lat, gdy byłam w jej wieku.
I wtedy robi mi się tak miękko na sercu, Bo zwyczajnie wiem, że tych chwil nie
można kupić za największą kasę świata. Te najlepsze chwile w życiu są za darmo. Tak po prostu...
Proste ozdoby, a tyyyyyle radości! Bałwanki ze skarpet wypchane
ryżem. Jak byłam mała to mama i ciocia robiły nam takie z białych rajstop
wypełnionych watą. Były pokraczne, jednak bardzo urocze...Zawsze męczyłyśmy je,
żeby nam kolejny raz zrobiły nowe;)
Jest już trochę świątecznie. Z ozdobami będę szaleć jak ubierzemy w ten weekend choinkę;-)
Jest już trochę świątecznie. Z ozdobami będę szaleć jak ubierzemy w ten weekend choinkę;-)
Renifer ekstra. Bałwanki podpatruję.
OdpowiedzUsuńPodobny dzwoneczek dostałam od męża (tylko z innym napisem).
Pozdrowionka:)
Renifer jest super, tym bardziej, że świeci i daje fajny, ciepły klimat;-)Mężuś gdzieś mi go wyszperał. Bałwanki robiłam juz w tamtym roku i w tym MUSIAŁAM je zrobić na wyraźną prośbę mojej córeczki;-)pozdrawiam!
UsuńPiękny post! Przeczytałam go dzisiaj rano na telefonie... wzbudził we mnie całą masę pozytywnych emocji. To piękne, że starasz się odciąć od tej całej komercji i pokazać Basi tą piękną, rodzinną atmosferę Świąt. Ja sama unikam od dłuższego czasu galerii handlowych; ta komercja mnie irytuje, bo odbiera prawdziwy sens świętom - ludzie zamiast skupić się na sobie, latają jak szaleni za prezentami...
OdpowiedzUsuńJa ze względu na (bardzo) szczupłe fundusze, w tym roku prezenty dla moich bliskich robiłam ręcznie lub robiły je w ramach wymianek moje uzdolnione koleżanki. A takie prezenty mają przecież dużo większą wartość niż te kupione :)
Jak dobrze, że jest więcej takich ludzi;-)I ze zrobiło Ci się tak jakoś milej jak go czytałaś...no kurczę, nie potrafie inaczej funkcjonować. Wkurza mnie to, że wszyscy chcą zarobić górę pieniędzy na świętach, a przecież nie o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Tak jak napisałaś, gdzieś gubi się ten sens... Ja część prezentów też robię ręcznie, ale są to ogromne bombki, które zamierzam dać przed świętami rodzinie i przyjaciołom. Żeby zrobiło im się milej na sercu jak przyjdziemy do nich na chwilkę i damy im jakąś ozdobę przed świętami;-) W tamtym roku zaskoczyliśmy sąsiadów, którzy do dziś wspominają jakie to było dla nich wzruszające. Baśka ma sporo przyszywanych cioć, które bardzo lubimy i szanujemy, dlatego w tym roku, także coś dla nich zaplanowałam;-)Buziaki!
UsuńOoo! A pokażesz później na blogu te bombki? Jestem strasznie ciekawa jak wyglądają :)
UsuńJasne, że tak:)
UsuńZgadzam się, cały ten cyrk w sklepach lepiej omijać póki się da. Regalik bardzo pomysłowy i ma potencjał. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńciesze się, że nie jestem osamotniona w tym wszystkim:) Regalik póki co jest kwietnikiem, ale juz zamieszkało na nim parę innych drobiazgów...
UsuńJa tez dopiero nieśmiało z tymi ozdobami w tym roku - ale faktycznie mam już ochotę na choinkę!
OdpowiedzUsuńMy choinkę ubraliśmy już (dopiero???) 10 grudnia. Od momentu kiedy mamy Basię zawsze robiliśmy to już 6 grudnia, w tym roku mały poślizg, ale i tak mimo wszystko wcześnie. Szybko się jej pozbywamy, bo już po 6 stycznia, dlatego chcemy się nią trochę nacieszyć przed, bo PO nie jest juz tak klimatycznie...
UsuńCzytam sobie ten post i naszło mnie parę refleksji. Ja właśnie spędziłam swoje dzieciństwo za czasów tzw. komuny. I tak sobie myślę, że wiadomo, że to nie był dobry okres w historii, ale ludzie byli jacyś bardziej życzliwi i rodzinni. Po pierwsze w czasie świąt spotykaliśmy się w większym gronie. Czasami bardzo dużym. A po drugie święta jakoś bardziej cieszyły. Niby wszystkiego w sklepach brakowało, ale dom pachniał pomarańczami wystanymi w kolejce, cynamonem, makowcem i tymi wszystkimi świątecznymi smakołykami. Dziś też niby zapachy są, ale to nie to samo. Poza tym, jak ja byłam dużo, dużo młodsza, to święta zawsze były białe. Ze śniegiem i mrozem. Mi brakuje atmosfery tamtych lat. Chociaż święta nadal lubię i staram się w domu kultywować tradycje, to jednak ta komercja i zakupowa nagonka, psują nastrój. Omijam więc wszelkie galerie i supermarkety, bo po co się irytować? ;). Kochana! Czekam na zdjęcia ubranej choinki. Ozdoby, które z Basią przygotowałyście są śliczne. A Basia będzie miała co wspominać w przyszłości. Takich chwil się nie zapomina :)
OdpowiedzUsuńKasiu ja też pamiętam trochę inne święta... Mimo że aż taka stara nie jestem...Ale tak jak piszesz - było bardziej rodzinnie, przyjemnie...Dlatego staram się, żeby Basia miała miłe wspomnienia i w nich aktywnie uczestniczyła, jeśli ma na to ochotę. Będzie miała co wspominać, a przy dobrych wiatrach poda pałeczkę dalej, bo o to w tym chodzi;-)Ściskam!
UsuńTak apropo tego całego szału na 2 miesiące przed to ja znam ludzi, którzy już mają zapakowane prezenty na początku listopada. :D Może i normalne, ale na pewno nie dla mnie. Dla mnie jak już prawdziwą magią jest grudzień. Ozdoby przepiękne! Najfajniejszy ten renifer, sama chętnie wstawiłabym takiego do pokoju. :D
OdpowiedzUsuńTe dwa miesiące przed to dla mnie też stanowczo za wcześnie, prawdziwe święta są już od 1 grudnia;-) a renifer jest świetny, świeci i daje przyjemny klimat! Pozdrawiam!
UsuńŚliczne te bałwanki, chyba sobie takiego zmajstruję. Ten miętowy skradł moje serce! Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńZrób sobie, bo są bardzo proste, może jakieś 15 minut, a cieszą oko;-)Miętowy pasuje do koloru ścian w salonie, choć przyznam się szczerze, że akurat Basia miała za małe skarpetki w tym kolorze i dlatego poszły pod nożyczki!
UsuńFajny post. A bałwanki urocze :))
OdpowiedzUsuńDziękuję, wpadaj częściej!Pozdrawiam!
UsuńMam nadzieję, że i ja za te kilka lat będę z córką / dziećmi robiła tak piękne dekoracje! :) Cudne te bałwanki!
OdpowiedzUsuńPatrycja uwierz mi, że czas z dziećmi pędzi jak oszalały! Zanim się obejrzysz będziesz chodzić z Alinką do kawiarni na babskie pogaduchy, choć teraz wydaje się, że to lata świetlne;)Moja Baśka chciała robić ozdoby świąteczne gdy miała 2, 5 roku;-) Farby plakatowe były wszędzie, ale jej radość i zapał - bezcenne!Pozdrawiam!
Usuń